Dziś przepowiadanie wiąże się projekcją geograficzną raczej niż historyczną; to przestrzeń, nie czas, ukrywa przed nami konsekwencje.
W geografii fizycznej nazwy własne zazwyczaj denotują miejsce lub terytorium, góry, rzeki i krainy wyodrębnione ze względu na ich ukształtowanie. W geografii politycznej terytoria i ich granice, choć często dotkliwie realne, mają o wiele bardziej przygodne źródło. Są efektem wędrówek ludów, wieków wojen, ekspansji i zjednoczeń, a także rozpadu. Dziś Europa, która do niedawna wydawała się terytorium tyleż stabilnym, co otwartym, przeżywa moment, w którym te granice znów wyraźnie widzimy. Z jednej strony wzmacniamy granice zewnętrzne by coraz skuteczniej odgradzać się od tych, którzy w Europie szukają lepszego, godnego (czasem po prostu:) życia. Z drugiej strony coraz silniej widzimy ruchy odśrodkowe – społeczności i społeczeństwa, które w obliczu wyzwań zglobalizowanej współczesności ponownie “odkrywają” swoją odrębność, poszukując poczucia bezpieczeństwa w ukorzenieniu tradycji i dawnych form kulturowych. Ruchy te prowadzą często do nowych wykluczeń i reakcyjnych postaw.
Heda Oli Skowrońskiej kreśli zupełnie inną geografię starego (sub)kontynentu. Heda to imię zamieszkałej w Moskwie przyjaciółki artystki, Czeczenki, którą zna od nastoletniości, ale której nie spotkała nigdy z dala od klawiatury. Spotkanie uniemożliwiła najpierw pandemia, potem pełnoskalowa inwazja Rosji w Ukrainie. Hedę można odczytać jako próbę spotkania mimo tych ograniczeń. W projekcie, na który składają się rozszerzone portrety Hed mieszkających w Unii Europejskiej, widzimy miejsca z perspektywy bohaterek, a bohaterki stają się nimi właśnie w relacji z miejscami: Heda z Moskwy, od której się wszystko zaczęło, dalej Heda z Brna, Heda z Warszawy, Heda z Bingen. Łączy je silny związek z kulturą czeczeńską, ale też fakt, że zostały ukształtowane przez kulturę europejską, której wartości i imaginarium są pod wieloma względami trudne do pogodzenia z tym, co wyniosły ze swych domów rodzinnych. W portretach kolejnych Hed spotykamy się z konkretnymi, zlokalizowanymi próbami negocjowania tożsamości i przestrzeni życiowej w splątaniu tych dwóch światów. Większość bohaterek Skowrońskiej ma za sobą trudne doświadczenia związane z migracją i asymilacją. Co jednak, jeśli te opowieści potraktujemy nie tyle jako przykłady losów osób migranckich i ich prób odnalezienia się w miejscu przeznaczenia (choć nimi także są), ile jako model współczesnej tożsamości europejskiej?
Z takiej perspektywy przestajemy patrzeć na Europę jako zbiór oddzielonych od siebie terytoriów, którym przypisujemy osobne esencje, których integralności należy bronić (przed obcymi, tanią siłą roboczą, importem produktów, zbyt silnymi – co to znaczy? – wpływami kulturowymi, itd.) – Europa staje się raczej siecią niewyłącznych, nakładających się na siebie relacji, noszących wiele imion. Tak odczytujemy pracę wideo Skowrońskiej, w której Heda z Brna taguje kolejne miejsca swoim imieniem, a w ścieżce dźwiękowej kobiecy głos odczytuje czeczeńskie imiona kobiet: Heda, Dagmara, Milana, Luiza, Iman, Amina, Marina, Fatima… Heda jest jednym z wielu imion, a każde z nich powołuje nową sieć przecinającą granice istniejących terytoriów, swoistą psychogeografię tego, co zwykliśmy zwać Europą.
W tym kontekście niezwykle ciekawa wydaje się postawa feministycznej, kulturowej geografki Doreen Massey, która poddawała krytyce polityczne wyobrażenia idealizujące ograniczoną do konkretnego terytorium, autentyczną lokalność w opozycji do abstrakcyjnej, zagrażającej globalności. Według niej takie postawy wzmacniają „geografię etyki w stylu rosyjskiej matrioszki”, w której odpowiedzialność maleje wraz z odległością. W takim rozumieniu “najbliższa” jest nam rodzina, a na końcu tego spektrum będą “obcy”, w tym zwłaszcza osoby migranckie i postmigranckie, nawet jeśli są naszymi sąsiadami. Właśnie takie rozumienie bliskości i dali należy zdemontować, jeśli zależy nam na rozumieniu przestrzeni, a co za tym idzie – polityki, która “uznaje otwarty charakter przyszłości”. Innymi słowy, jeśli chcemy mieć przyszłość (jeśli chcemy, by nie rozwijała się zgodnie z dawno temu napisanym scenariuszem), musimy uznać, że przestrzeń nie jest czymś, co jest dane, lecz czymś, co jest ciągle od nowa tworzone i negocjowane.
“
Jeśli poważnie potraktujemy relacyjną konstrukcję tożsamości (nas samych, codzienności, tożsamości miejsc) – pyta Massey – to jaka jest potencjalna geografia naszej polityki wobec tych relacji?
”
Massey opowiadała się za uprzestrzennioną podmiotowością – „otwartością na zewnątrz” (outwardlookingness), która uznaje naszą relacyjną konstytucję poprzez zaangażowanie w świat innych. Nie jest to podmiotowość, która konstytuuje się poprzez wycofanie się do wnętrza (czy esencjalnie rozumianej lokalności), ale taka, która staje się sobą poprzez otwarcie na wielość świata. W zglobalizowanym świecie nasze „codzienne życie” składa się z relacji, które rozciągają się na całą planetę i dlatego autorka For Space wzywała do “polityki uwikłania”, która oznacza uznanie naszej odpowiedzialności za odległe relacje, które składają się na nasze „tu i teraz”. Nasze życie z innymi w coraz większym stopniu charakteryzuje coś, co Massey nazywa “byciem zdanym na siebie nawzajem” (throwntogetherness) – fakt, że zwłaszcza w miastach żyjemy w dość przygodnych konstelacjach ras i kultur (niestety coraz rzadziej klas). Jest to wyzwaniem, ale też szansą na politykę połączeń, tworzenia i kwestionowania czasoprzestrzeni, opartą na radykalnej współczesności świata wielorakich, wzajemnie powiązanych przemian.
W świetle tego, co się obecnie dzieje na świecie takie myśli mogą wydawać się nieodpowiedzialnym, fantastycznym rojeniem, ale obstajemy przy tym, że taka właśnie jest moc sztuki: wyobrażania świata innego niż ten, jaki się właśnie staje. Uzmysłowienia sobie, że trajektoria, na której się znaleźliśmy, nie jest jedyną konieczną. Wydaje się, że świecie pędzącym ku katastrofie wspólne wysiłki ćwiczenia owej otwartości na zewnątrz w konkretnych uwikłaniach pozwalają na poczucie sprawczości, której tak często tak wielu brakuje.
autorzy: Witek Orski, Krzysztof Pijarski